FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
"Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą" -
Autor Wiadomość
As 



Wyznanie: Katolik
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 2938
Skąd: Warszawa
Wysłany: 30-04-2012, 11:54   

Zmarł były marszałek Sejmu Wiesław Chrzanowski
Zmarł marszałek Sejmu pierwszej kadencji, Wiesław Chrzanowski. Miał 88 lat. Był twórcą i honorowym prezesem Zjednoczenia Chrześcijańsko- Narodowego, ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym w rządzie Jana Krzysztofa Bieleckiego.
W czasach PRL współpracował z prymasem Polski, kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Wykładał na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W 1980 roku został doradcą NSZZ "Solidarność. Był współautorem statutu związku. Po 1989 roku zasiadał w Sejmie, w latach 1991-93 był marszałkiem, później w Senacie. W 2001 roku wycofał się z życia politycznego.
Wybitny polityk RP. Człowiek, który narażał życie dla Polski. Dzięki takim ludziom jak Wiesław Chrzanowski Polska odzyskała niepodległość i nie upadła. Był to człowiek o kryształowym charakterze, bardzo przyjazny ludziom, który się nie denerwował i był bardzo uczciwy.

Wieczny odpoczynek....
_________________

 
 
Ejkon 



Wyznanie: Zielonoświątkowiec
Pomógł: 2 razy
Wiek: 27
Dołączył: 17 Mar 2011
Posty: 902
Skąd: Wisła
Wysłany: 14-05-2012, 11:17   



Podczas meczu V rundy rozgrywek Enea Ekstraligi pomiędzy Betardem Spartą Wrocław a PGE Marmą Rzeszów, w wyścigu trzecim doszło do groźnego wypadku. Ciężko ranny został w nim żużlowiec Lee Richardson, który zmarł w szpitalu.



Zaraz po starcie, na wyjściu z pierwszego łuku na tor upadł zawodnik PGE Marmy Rzeszów Lee Richardson. Anglik nie opanował swojego motocykla i z całym impetem uderzył w bandę. Do wypadku doszło podczas trzeciego biegu. Richardson upadł, po tym jak zahaczył o koło motocykla Tomasza Jędrzejaka.

Zawodnik po feralnym upadku został odwieziony do wrocławskiego szpitala. Tam okazało się, że Richardson ma problemy z oddychaniem, spowodowane wewnętrznym krwotokiem w klatce piersiowej. Lekarze opiekujący się rzeszowianinem podjęli decyzję o interwencji chirurgicznej. Niestety, żużlowiec zmarł w szpitalu.

Richardson był wielokrotnym reprezentantem Wielkiej Brytanii. W 1999 r. zdobył tytuł indywidualnego mistrza świata juniorów. W Drużynowym Pucharze Świata w 2004 r. zdobył srebrny medal, zaś w 2006 brązowy. W 2005 zajął drugie miejsce w żużlowej Grand Prix w Bydgoszczy.

W polskiej lidze startował od 1999 r. Jeździł m.in. w Polonii Piła, WTS Wrocław, ZKŻ Zielona Góra, Włókniarzu Częstochowa oraz PGE Marmie Rzeszów.

http://www.youtube.com/wa...d&v=4xV7T_-8yhE
_________________

 
 
 
zosia 



Wyznanie: Katolik
Pomogła: 74 razy
Wiek: 67
Dołączyła: 31 Maj 2005
Posty: 12035
Skąd: Lublin
Wysłany: 14-05-2012, 14:47   

Pokój Jego Duszy



 
 
 
As 



Wyznanie: Katolik
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 2938
Skąd: Warszawa
Wysłany: 14-05-2012, 15:03   

Lee Richardson nie żyje... i data 13 maja 2012 r.
Wymowne, prawda?
Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie...
_________________

 
 
zosia 



Wyznanie: Katolik
Pomogła: 74 razy
Wiek: 67
Dołączyła: 31 Maj 2005
Posty: 12035
Skąd: Lublin
Wysłany: 13-07-2012, 23:45   

Zmarł Jerzy Kulej - legenda polskiego boksu



Jerzy Kulej był uznawany za największego walczaka w historii polskiego boksu. Był też jedynym polskim pięściarzem, który dwukrotnie zdobył złoty medal igrzysk olimpijskich. Jego problemy ze zdrowiem zaczęły się w grudniu ubiegłego roku, gdy stracił przytomność podczas benefisu Daniela Olbrychskiego. Okazało się, że miał zawał serca. Wtedy uratował go Adam Torbicki, obecny na sali lekarz. Następne tygodnie spędził w szpitalu i na żmudnej rehabilitacji. Wydawało się, że wracał do pełni sił. Niestety, legendarny pięściarz zmarł w wieku 71 lat.

Już jako dziecko znalazł się na życiowym zakręcie. Był jedynakiem wychowywanym przez wspaniałą, kochającą, ale zapracowaną i borykającą się z materialnymi kłopotami matkę. Uciekał ze szkoły, chuliganił, i jak sam przyznał po latach, był bliski wykolejenia się. Miał jednak to szczęście, że w częstochowskim klubie Skra spotkał trenera boksu, Wiktora Szyińskiego, który - jak twierdził sam Kulej, zastąpił mu ojca. Pierwszą decyzją szkoleniowca było wyrzucenie kruchego 12-latka z sali treningowej, gdyż uznał, że dla niego na uprawianie boksu jest jeszcze za wcześnie. Kulej zaczął więc porządkować swoje życie, przestał wagarować.

Zanim jednak na dobre trafił do boksu został młodzieżowym mistrzem Częstochowy w jeździe na łyżwach. Podstaw boksu uczył się zaś z książki "ABC boksu", po to, by znajomością zasad zaimponować trenerom.

W wieku 16 lat rozpoczął pierwsze treningi pięściarskie w Skrze, a już dwa lata później, mając zaledwie 18 lat zadebiutował w reprezentacji Polski seniorów u samego Feliksa Stamma. W spotkaniu z Jugosławią Kulej zdobył punkty dla Polski, pokonując dużo starszego i silniejszego Slobodana Viticia. W tym samym roku został też uznany za najlepszego zawodnika mistrzostw Polski juniorów.
Więcej tutaj http://sport.onet.pl/boks...,wiadomosc.html

Tak to była legenda sportu. Nawet ja, choć sportem właściwie się nie interesowałam, znałam i podziwiałam tego pięściarza, zwłaszcza, że chodziły wręcz legendy o jego ludzkości serdecznej.


Pokój Jego Duszy


 
 
 
zosia 



Wyznanie: Katolik
Pomogła: 74 razy
Wiek: 67
Dołączyła: 31 Maj 2005
Posty: 12035
Skąd: Lublin
Wysłany: 22-07-2012, 02:04   

Zmarł Andrzej Łapicki

W sobotę nad ranem, w wieku niespełna 88 lat zmarł jeden z najwybitniejszych polskich aktorów. Miał w dorobku ponad sto ról teatralnych oraz kilkadziesiąt telewizyjnych i filmowych.

Artysta urodził się 11 listopada 1924 roku w Rydze. Niezapomniane kreacje stworzył między innymi w obrazie Wajdy "Wszystko na sprzedaż" i w "Lawie" Tadeusza Konwickiego, gdzie zagrał cara Aleksandra. Sympatię milionów widzów zdobył jako niezapomniany Ketling z telewizyjnego serialu "Przygody Pana Michała", Poeta z "Wesela" Andrzej Wajdy, czy stróż prawa z "Lekarstwa na miłość". Starsi kinomani pamiętają "aksamitny" głos Andrzeja Łapickiego przed seansami filmowymi - w latach 50. aktor był bowiem lektorem Polskiej Kroniki Filmowej.

Artysta często deklarował miłość do teatru, zwłaszcza do twórczości Aleksandra Fredry. Wyreżyserował i zagrał w wielu sztukach komediopisarza - były to między innymi "Damy i huzary", "Fircyk w zalotach" i kilkakrotnie "Śluby panieńskie". Miał w dorobku wiele głośnych telewizyjnych inscenizacji teatralnych, choćby "Warszawiankę”, "Portret Doriana Greya”, a przede wszystkim "Makbeta” z Tadeuszem Łomnickim w roli tytułowej i samym Łapickim w roli Dunkana.

Andrzej Łapicki, obok dokonań artystycznych miał na koncie również dokonania pedagogiczne i społeczne. Dwukrotnie był rektorem Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej a przez dwie kadencje pełnił funkcję prezesa Związku Artystów Scen Polskich. W stanie wojennym brał udział w bojkocie aktorskim. Od 1989 do 1991 roku był posłem na Sejm z ramienia "Solidarności". Za artystyczną i pedagogiczną działalność uhonorowano go wieloma wyróżnieniami - między innymi Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi oraz Złotym Medalem Zasłużony Kulturze Gloria Artis.


Pokój Jego Duszy
 
 
 
As 



Wyznanie: Katolik
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 2938
Skąd: Warszawa
Wysłany: 04-09-2012, 08:10   

W wieku 63 lat zmarł w Warszawie piosenkarz i autor piosenek, Waldemar Kocoń. Artysta był od lat chory na białaczkę. Jego najbardziej znanymi utworami były: "Moje chryzantemy" oraz "Uśmiechnij się mamo".


Lubię Jego piosenki. Warto wsłuchać się w ich treść:

http://innapani.wrzuta.pl..._waldemar_kocon


Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie...
_________________

 
 
Shoora 



Wyznanie: inne protestanckie
Pomogła: 7 razy
Wiek: 60
Dołączyła: 30 Maj 2005
Posty: 1927
Skąd: Kalisz
Wysłany: 23-11-2012, 00:46   

Nie żyje Katarzyna Rosicka-Jaczyńska, autorka "Ołówka"-odeszła 17 listopada 2012r
Udowadniała, że nie można walczyć i wygrywać nawet wtedy, gdy ciało odmawia posłuszeństwa. I że nie mówiąc, można tak wiele przekazać. Katarzyna Rosicka-Jaczyńska przez 12 lat zmagała się z ciężką chorobą.

Miała niezwykły uśmiech, który mówił więcej niż słowa. I siłę charakteru, którą zawstydzała zdrowych i sprawnych. Katarzyna Rosicka-Jaczyńska - gdy była zdrowa - silną ręką prowadziła dobrze prosperującą łódzką agencję modelek. Kobieta sukcesu, matka trójki dzieci, pełna życia i nowych pomysłów - 12 lat temu dowiedziała się, że jest chora na stwardnienie zanikowe boczne (SLA). Choroba zabrała jej wiele: "Stopniowo traciłam pracę, pieniądze, urodę, przyjaciół, wreszcie dzieci, aż zaskoczona i przerażona chorobą zamknęłam się we własnym świecie" - wspominała. W 2000 roku miała pierwsze zachwiania równowagi, dwa miesiące później upadła na ulicy. W 2005 roku ostatni raz zjadła sama posiłek. Od lat nie mogła się poruszać, ani mówić. Mimo to nie poddała się. Wbrew prognozom lekarskim wciąż żyła. A mimo bezruchu i milczenia - działała, walczyła o własną godność i szukała dla siebie ratunku. "Nie mogę nic. Mogę jedynie pisać, używając specjalnego programu odczytującego ruchy głowy" - wyjaśniała.

Właśnie dzięki temu programowi Katarzyna - sterując klawiaturą przy użyciu kropki przyklejonej do czoła - napisała autobiograficzną powieść "Ołówek", która szybko stała się bestsellerem. W tym roku pojawiła się jej kolejna książka "Ławka", o "miłości, która obraziła Boga".
_________________
Shoora
__________________________
nie wstydzę się Ewangelii Chrystusowej <><
 
 
micked 


Wyznanie: Katolik
Pomógł: 2 razy
Wiek: 52
Dołączył: 08 Lut 2006
Posty: 672
Skąd: W-wa
Wysłany: 01-01-2013, 12:57   

W sobotę 29 grudnia 2012 roku odszedł do Boga wielki kapłan polskiego Kościoła, niezłomny świadek wiary w trudnych czasach komunistycznych represji, arcybiskup Ignacy Tokarczuk .



Święcenia kapłańskie otrzymał we Lwowie 21 czerwca 1942 z rąk biskupa pomocniczego lwowskiego Eugeniusza Baziaka. Był doktorem filozofii, biskupem diecezjalnym przemyskim w latach 1965- 1993, od 1992 arcybiskupem metropolitą, a od 1993 abp seniorem archidiecezji przemyskiej. Jako biskup przemyski, mimo braku zezwoleń władz PRL, budował w diecezji kościoły, wspierał rozmaite inicjatywy społeczne (w tym NSZZ Solidarność). Za swoją bezkompromisową postawę w obronie instytucji Kościoła był wielokrotnie szykanowany przez Służbę Bezpieczeństwa.
Wykładał filozofię i teologię w Wyższym Seminarium Duchownym w Olsztynie i na KUL. Uhonorowany Orderem Orła Białego. Od 16 lipca 2011 pozostawał najstarszym polskim biskupem.

Posługiwał w bardzo trudnych, wręcz tragicznych czasach naszej historii. Już z pierwszej parafii musiał uciekać z powodu wyroku śmierci wydanego przez Ukraińską Powstańczą Armię. Jak wspominał w rozmowie z KAI:

"Akurat byłem w konfesjonale. W pewnym momencie podbiegła ta pani i mówi: niech ksiądz idzie. Zaledwie wyskoczyłem, zobaczyłem żołnierza z karabinem, którego prowadziła inna kobieta, bo musieli mieć przewodnika. Rozbili moje mieszkanie, a ja w tym czasie zdążyłem ukryć się na strychu w gospodarstwie sąsiada. Stamtąd miejscowy lekarz odwiózł mnie do Lwowa. Lekarza i apteki nie ruszano, ale na mnie się zawzięli.
Dlaczego?
Bo widzieli, że działam. Prowadziłem duszpasterstwo, dużo pracowałem z młodzieżą. Ponieważ miałem wpływ na parafię, uważali, że jestem niebezpieczny i wydali na mnie wyrok."


O swojej posłudze biskupiej w diecezji przemyskiej od 1965 r mówił:

"Ludzie byli stłamszeni, nie mieli żadnej nadziei. Ja nie wiedziałem jak sobie z tym poradzić, no bo zwyczajne sposoby nie wystarczały. Jak w tym narodzie wzbudzić nadzieję?
Przed konsekracją odprawiłem sobie ćwiczenia duchowne u bernardynów w Leżajsku. Tam około tygodnia modliłem się i medytowałem, co dalej robić. Przyszła mi myśl, która okazała się bardzo cenna; zbliżyć się do ludzi, którzy na to czekają, rozpocząć działalność. Nie wolno było niczego budować, ale na wsiach istniały dawne kapliczki. Postanowiłem, że będę odprawiał przy nich Msze święte i od tego się zaczęło. Oczywiście ludzie wtedy byli za to karani, ale zaczęli nabierać odwagi i nadziei, że coś jest możliwe. I potem sami występowali z inicjatywą. Ja zapewniłem, że nikogo nie zostawię samego i jeśli będą kary, to wszyscy je pokryjemy, ale nikt nie zostanie samotny. Od tych małych kapliczek się zaczęło.

Podejmował Ksiądz Arcybiskup działania wbrew komunistycznym władzom i ówczesnemu prawu.
- Nie było innego wyjścia. Nie mogłem się zwrócić do żadnego prawnika i rozstrzygać tych sporów w sądzie, bo wszelkie prawo było ustanowione przeciw Kościołowi i ludziom. Za wszelkie remonty, budowy nawet wikarych próbowano pociągać do odpowiedzialności. Wszystko było wówczas zakazane, ale ludzie coraz odważniej szukali i upominali się o świątynie.

Dziełem Księdza Arcybiskupa, również dzięki zaangażowaniu wielu księży i wiernych, jest powstanie w archidiecezji przemyskiej 220 nowych parafii i 430 kościołów. Na żaden nie było pozwolenia władz.
- Wszystkie były bez pozwolenia. Weźmy Rzeszów; był jeden kościół parafialny i jeden filialny. A dzisiaj ma katedrę i około 30 murowanych kościołów. Ludzie często robili to z narażeniem, ale z czasem sami zaczynali działać, mnie tylko zawiadamiali."

W pomieszczeniach kurii i domu biskupiego odnalazł Ksiądz Arcybiskup zainstalowane podsłuchy.
- Ogłosiłem to publicznie i to ich [władze] bardzo zdenerwowało. Okazało się, że wszędzie je instalowano, a jeden Tokarczuk je odkrył i udokumentował. Zapakowałem to i zostawiłem na pamiątkę na Jasnej Górze. Do dzisiaj znajdują się w muzeum paulinów.

Jak wspomina red. Andrzej Grajewski z Gościa Niedzielnego abp Tokarczuk wybiegał swoim spojrzeniem daleko w przyszłość. Przykładem byla ich rozmowa z latach 80-tych, u progu pieriestrojki w ZSRR

"Biskup był znakomicie zorientowany we wschodnich realiach, zarówno gospodarczych, jak i politycznych. Przekonywał, że zbliża się kres komunizmu. Związek Sowiecki się rozpadnie, a my będziemy sąsiadować z suwerenną Ukrainą, przekonywał. Wydawało mi się to wówczas utopią. Pasjonująco opowiadał o odradzaniu się tam życie religijnego, zwłaszcza w jego ukochanym Lwowie. (...) Zaczęliśmy rozmawiać o możliwościach pracy misyjnej na Wschodzie. Ku memu zdziwieniu powiedział, że w jego seminarium klerycy od dawna uczą się języka rosyjskiego. Zawsze bowiem byłem przekonany, mówił, że byłoby niewybaczalnym zaniedbaniem, gdyby się okazało, że księża mogą pojechać na Wschód, a nie są do tego przygotowani."

Zabierał też głos na temat obecnej sytuacji Polski i Kościoła, jak w udzielonym pół roku temu chyba ostatnim swoim wywiadzie prasowym:

Ekscelencja potrafił trafnie przewidzieć koniec komunizmu. A jak teraz może rozwinąć się sytuacja w Polsce? Narasta presja na Kościół, próbuje się wyprowadzić religię ze szkół, katolicy są dyskryminowani w polityce medialnej państwa, w całej Polsce odbywają się marsze w obronie Telewizji Trwam. Czy to jest dobry sposób walki katolików o swoje prawa?
- Widzimy dziś takie denerwowanie Kościoła, ale tego, co w duszy Narodu jest, tego, co można usłyszeć i zobaczyć w Radiu Maryja czy Telewizji Trwam, nie da się zabić. A jeśli chodzi o marsze, to uważam, że wszelkie masowe pokazanie zła jest ważne. Dlatego że ktokolwiek by to nie był, z masami ludzi musi się liczyć. Oni jeszcze są oporni, ale przyjdzie moment, gdy przegrają. Tym momentem będzie odkrycie, kto stał za katastrofą smoleńską. Ten moment już się zbliża.
Marsze i pochody powodują duży nacisk na władze. Ważne są marsze, ważne jest publiczne zabieranie głosu. Dołącza coraz więcej wiosek i miast. To wszystko może w końcu zagrozić strajkiem generalnym. Z tym muszą się liczyć obecni rządzący.


wg: http://gosc.pl/doc/1407887.Zmarl-abp-Tokarczuk
http://gosc.pl/doc/1408354.Wizjoner
http://www.naszdziennik.p...-przemysla.html
 
 
As 



Wyznanie: Katolik
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 2938
Skąd: Warszawa
Wysłany: 21-05-2013, 09:11   

Ray Manzarek zmarł 20 maja w klinice RoMed w Rosenheim w Niemczech. Muzyk zmagał się z rakiem przewodów żółciowych. Manzarek miał 74 lata.

Ray Manzarek urodził się 12 lutego 1939 roku w Chicago. Jego rodzice - Helena i Raymond Manczarek - byli dziećmi emigrantów z Polski. Manzarek zapisał się na stałe w historii muzyki przede wszystkim dzięki występom w The Doors. Zespół powstał w 1965, kiedy to Ray w Venice Beach poznał poetę Jima Morrisona. Doorsi byli jedną z najbardziej kontrowersyjnych grup rockowych w latach 60. Sprzedali ponad sto milionów albumów na całym świecie, otrzymali 19 złotych, 14 platynowych i pięć multiplatynowych płyt w samych Stanach Zjednoczonych.

Do najważniejszych utworów The Doors należą "L.A. Woman", "Break On Through (To The Other Side)", "The End", "Hello, I Love You", "Riders on the Storm" czy "Light My Fire".
Po śmierci Jima Morrisona w 1971 roku, Ray Manzarek zajął się pisaniem książek, a także twórczością solową i w innych projektach. W 2002 roku muzyk ruszył w trasę z kolegą z The Doors, Robbym Kriegerem.

Niedawno (wystąpił latem 2012 roku na Festiwalu Legend Rocka w Dolinie Charlotty) był w Polsce. Bardzo sympatyczny starszy pan, odpytywany o rodzinę w Polsce stwierdził, ze nie ma informacji a nikt z Polski nie zgłosił się "jako rodzina". Jak na zupełnie odlotowy zespół (zresztą genialny) to prywatnie był to jeden z najbardziej poukładanych ludzi w branży: jedna żona, żadnych skandali, wnuki. Od "zwykłych ludzi" dzieliło Go tylko marne 300 mln USD, które sobie "uzbierał" i kilka "nieśmiertelnych przebojów". W końcu był "tym drugim" w The Doors. "Zimny, rozsądny Polak". Ich muzyka jest wieczna.



_________________

 
 
zosia 



Wyznanie: Katolik
Pomogła: 74 razy
Wiek: 67
Dołączyła: 31 Maj 2005
Posty: 12035
Skąd: Lublin
Wysłany: 15-08-2013, 12:30   


W czwartek rano w Nicei zmarł Sławomir Mrożek, dramatopisarz, prozaik i rysownik - poinformowały na swojej stronie Wydawnictwo Literackie i Oficyna Noir Sur Blanc. Autor m.in. "Tanga" miał 83 lata.

Sławomir Mrożek urodził się 29 czerwca 1930 r. w Borzęcinie niedaleko Krakowa. Po wojnie rozpoczął studia na kilku kierunkach, ale żadnego nie ukończył. Zaczął za to współpracować m.in. z "Dziennikiem Polskim", "Szpilkami", "Po prostu", "Nową Kulturą".

Wydane w 1953 roku zbiory opowiadań: "Opowiadania z Trzmielowej Góry" oraz "Półpancerze praktyczne" stanowiły literacki debiut Mrożka. Jego pierwszą sztuką teatralną był dramat "Policja", wydany w 1958. Dramat "Tango" z 1964 r. przyniósł Mrożkowi światową sławę.
Emigracja i powrót

W 1963 wyemigrował. W następnych latach mieszkał we Francji (w Paryżu), następnie osiadł w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Włoszech i Meksyku.

Do Polski wrócił w 1996 roku. Rok po powrocie Sławomir Mrożek został odznaczony przez Aleksandra Kwaśniewskiego Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. W 2008 roku Sławomir Mrożek ponownie zdecydował się opuścić kraj. Osiadł wraz z żoną w Nicei.

W 2002 przeżył udar mózgu, którego wynikiem była afazja. Utracił wtedy możliwość posługiwania się językiem zarówno w mowie, jak i w piśmie. Dzięki terapii odzyskał zdolność pisania i mówienia. Efektem walki z chorobą jest jego autobiografia. "Baltazar. Autobiografia" ukazała się w 2006 r.

Opisał tylko pierwsze 29 lat swojego życia: dzieciństwo i młodość, które spędził w Borzęcinie, Poroninie i Krakowie. Książkę zadedykował ludziom dotkniętym afazją.

W 2003 roku został odznaczony Orderem Legii Honorowej. To najwyższe francuskie odznaczenie państwowe.

Po "Baltazarze" Mrożek przestał pisać. W 2010 r. ukazał się pierwszy tom "Dziennika" obejmujący lata 1962 - 1969.

We wrześniu 2010 w Warszawie odbył się Festiwal "Mrożek na XXI wiek" inaugurujący obchody 80. rocznicy urodzin pisarza. Sławomir Mrożek odebrał z rąk ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego Złoty Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis.

W 2011 r. Mrożek odwiedził Polskę. Za korespondencję ze Stanisławem Lemem, w postaci wydanych przez Wydawnictwo Literackie Listów Mrożek odebrał Nagrodę Polskiego PEN Clubu im. Jana Parandowskiego.

źródło: http://www.tvn24.pl/wiado...zek,347407.html

Znam Sławomira Mrożka tylko z krótkich form, zamieszczanych w tygodnikach. Bardzo mi odpowiadał jego specyficzny humor, w młodości fascynowałam się jego dowcipem, ale jego dramaty były dla mnie za trudne. Później nie wróciłam już do jego twórczości - a szkoda....

Pokój Jego duszy


 
 
 
zosia 



Wyznanie: Katolik
Pomogła: 74 razy
Wiek: 67
Dołączyła: 31 Maj 2005
Posty: 12035
Skąd: Lublin
Wysłany: 23-09-2013, 19:59   

Stanisław Szozda nie żyje.
Zmarł wybitny polski kolarz




Dzisiaj w wieku 63 lat, po kilkumiesięcznej walce z ciążką chorobą, zmarł Stanisław Szozda - jeden z najwybitniejszych przedstawicieli polskiego kolarstwa. Był zwycięzcą Wyscigu Pokoju oraz dwukrotnym mistrzem świata i dwukrotnym srebrnym medalistą olimpijskim.

Stanisław Szozda urodził się w 1950 roku w Dobromierzu na opolszczyźnie. Jak mówił, zaczął uprawiać kolarstwo żeby... przestać palić. Dokładnie 8 lutego 1967 roku o godzinie 15:00 kupił w kiosku ostatnią paczkę papierosów.

Wielkie sukcesy przyszły w latach 70. W 1972 roku został srebrnym medalistą olimpijskim w wyścigu drużynowym na 100 km. cztery lata później w Montrealu powtórzył ten wynik. W 1973 roku został drużynowym mistrzem świata (wraz z Lisem, Mytnikiem i Szurkowskim). Sukces powtórzył w 1975 roku (z Mytnikiem, Nowickim i Szurkowskim). Był także wicemistrzem świata w wyścigu ze startu wspólnego w Barcelonie (1973) i dwukrotnie brązowym medalistą w drużynie ( 1971 i1977)

W 1971 roku wygrał Tour de Pologne, a w 1974 wygrał Wyścig Pokoju. Szczególnie ten drugi triumf był dla niego ważny.

– Kiedy wygrałem Wyścig Pokoju, nie spałem przez trzy noce. Dlaczego? Bo nigdy nie marzyłem, że kiedykolwiek zobaczę kolarza, który startował w Wyścigu Pokoju. Nie wyobrażałem sobie, że będę rozmawiał z zawodnikiem, który występował w tej imprezie - wspominał Szozda w rozmowie z onet.pl.

W 1973 roku zajął drugie miejsce w plebiscycie "Przeglądu Sportowego" na najpopularniejszego sportowca Polski. Karierę zakończył w wieku 28 lat, po upadku w Wyścigu Pokoju, w 1978 roku.

Szozda po raz ostatni wsiadł na rower w dniu rozpoczęcia 69. Tour de Pologne, wystartował w wyścigu dla amatorów.

- Staszek miał serce na dłoni, był człowiekiem otwartym dla każdego. W trakcie wyścigu odważny, bojowy, z ułańską fantazją. Jak tylko widział cień szansy, przystępował do ataku. Był urodzonym zwycięzcą - mówi o Szoździe Czesław Lang.

źródło: http://gwizdek24.se.pl/in...nal_356468.html

Szozda, legenda mojej młodości. Ile ja i chyba nie tylko ja zawdzięczam mu pozytywnych emocji?... Mój rówieśnik.

Pokój Twej Duszy mój kochany Staszku....



 
 
 
zosia 



Wyznanie: Katolik
Pomogła: 74 razy
Wiek: 67
Dołączyła: 31 Maj 2005
Posty: 12035
Skąd: Lublin
Wysłany: 31-01-2014, 16:40   

Zmarła Nina Andrycz, wielka dama polskiej sceny. Była laureatką wielu nagród za wybitne osiągnięcia aktorskie. Na scenie tworzyła kreacje silnych i władczych kobiet. Miała 101 lat.



Nina Andrycz dzieciństwo spędziła we Lwowie. W 1934 roku została absolwentką Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej w Warszawie. W tym samym roku zadebiutowała na scenie wileńskiego Teatru na Pohulance w przedstawieniu "Nigdy nie można przewidzieć" George'a Bernarda Shawa. W latach 1935-1939 związana była z warszawskim Teatrem Polskim. Największą sławę przyniosły jej role: Solange w "Lecie w Nohat" Jarosława Iwaszkiewicza (1936) oraz Lukrecji Borgii w "Cezarze i człowieku" Adolfa Nowaczyńskiego (1937).

W czasie wojny nie zajmowała się aktorstwem. Wówczas pracowała jako kelnerka. Po wojnie powróciła do Teatru Polskiego, z którym rozstała się dopiero przechodząc na emeryturę w 2004 roku. Tam udało się jej zagrać prawdziwe królowe: Marię Stuart (Juliusza Słowackiego, w reż. Romana Zawistowskiego 1958), Elżbietę hiszpańską ("Don Carlos" Fryderyka Schillera, w reż. Władysława Hańczy 1960), Elżbietę angielską ("Maria Stuart" Schillera, w reż. Augusta Kowalczyka 1976, Katarzynę Wielką ("Popołudnie kochanków" Józefa Hena, w reż. Jana Bratkowskiego 1994), Kleopatrę (Ludwika Hieronima Morstina, w reż. Romana Niewiarowicza 1963) oraz inne władcze kobiety: Balladynę (Słowackiego, w reż. Władysława Krzemińskiego 1965), Lady Makbet ("Makbet" Williama Szekspira, w reż. Otto Axera 1964), Kasandrę ("Oresteja" Ajschylosa, w reż. Arnolda Szyfmana 1947), Małgorzatę ("Ryszard III" Szekspira, w reż. Macieja Prusa 1993, za którą rok później otrzymała nagrodę specjalną "Gazety Wyborczej"). W 1958 roku Andrycz pojawił się po raz pierwszy w Teatrze Telewizji. Zadebiutowała rolą Małgorzaty w "Damie kameliowej" Aleksandra Dumasa, w przedstawieniu wyreżyserowanym przez Adama Hanuszkiewicza.

Andrycz wystąpiła w niewielu filmach. Po raz pierwszy na ekranie pojawiła się w 1939 w nieukończonym filmie "Uwaga, szpieg" Eugeniusza Bodo. Po wojnie zagrała Marię Kalergis w "Warszawskiej premierze" (1950) Jana Rybkowskiego. Była tancerką Joanną d'Ursins, kuzynką głównego bohatera filmu "Uczta Baltazara" (1965) Jerzego Zarzyckiego. Zagrała perukarkę w filmie telewizyjnym "Dar Magów" (1972) Walentyny Maruszewskiej i kierowniczkę baletu opery w "Kontrakcie" (1980) Krzysztofa Zanussiego. W "Horrorze na Wesołych Bagniskach" (1995) Andrzeja Barańskiego, wcieliła się w Różę, teściową wdowca, właściciela dworku Wesołe Bagniska. Andrycz grywała również w serialach. Jej talent można było podziwiać w "Sławie i chwale" (1997) oraz " Na dobre i na złe" (2001). Co ciekawe, w filmie "Jeszcze nie wieczór" (2008) Jacka Bławuta zagrała samą siebie. Wcieliła się w matkę biznesmena Konstantego (Bohdan Stupka) w "Sercu na dłoni" (2008) Krzysztofa Zanussiego.

Aktorstwo nie było jedynym zajęciem Andrycz. W 1983 roku wydała tomik poezji "To teatr" (wiersze i pamiętniki pisała już w dzieciństwie). W następnej kolejności ukazały się m.in.: "Drugie spotkanie z diabłem" (1985), "Róża dla nikogo" (1989) i "Wczoraj i dziś" (2005). Z kolei w 1992 roku światło dzienne ujrzała powieść "My - rozdwojeni", uznana za kryptobiograficzną. W grudniu 2003 roku została uhonorowana nagrodą Literackiej Premiery Miesiąca za książkę "Bez początku, bez końca".

Mężem aktorki był Józef Cyrankiewicz, pięciokrotny premier Polski. Pobrali się w 1947 roku. Nina Andrycz otrzymała odznaczenie m.in. Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski (1996). Andrycz była bohaterką m.in. filmów dokumentalnych: "Już nie mogę przestać być damą" (1996) Jolanty Kessler oraz "Jeszcze nie wieczór" Jacka Bławuta.
źródło: http://film.onet.pl/nie-z...e-aktorki/jgc1w

Pokój Jej Duszy
 
 
 
zosia 



Wyznanie: Katolik
Pomogła: 74 razy
Wiek: 67
Dołączyła: 31 Maj 2005
Posty: 12035
Skąd: Lublin
Wysłany: 24-02-2014, 13:51   

Nie żyje Tadeusz Chyła

piosenkarz, kompozytor, gitarzysta i satyryk. Zmarł w wieku 80 lat. Był autorem słynnej piosenki "Ballada o Cysorzu".

Tadeusz Chyła znany był z wykonywania ballad okraszonych humorem i satyrą. Z wykształcenia był artystą malarzem. Jako artysta estradowy zadebiutował w 1964 roku, śpiewając ballady w gdańskim teatrzyku studenckim Bim-Bom. Potem wraz z tym zespołem, wziął udział w licznych koncertach w kraju i za granicą: w Austrii, Belgii, Francji, Holandii i NRD.

Kolejnym jego przedsięwzięciem było współtworzenie kabaretu To Tu. Był tam kompozytorem ballad do tekstów Jerzego Afanasjewa, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i Ludwika Jerzego Kerna. Następnie, w roku 1968, założył z kolegami śpiewający kabaret "Silna Grupa pod Wezwaniem". Oprócz niego grupę tę tworzyli: Kazimierz Grześkowiak, Jacek Nieżychowski i Andrzej Zakrzewski. Chyła był jej członkiem do 1970 roku.

Współpracował też z takimi kabaretami jak Wagabunda i ABC-WP. Od roku 1973 występował samodzielnie. Teksty do wielu jego piosenek napisał Andrzej Waligórski.
Mój ulubieniec, niezapomniany wykonawca Ballady o straszliwej rzezi, Imion mojej starej....





Pokój Jego Duszy
 
 
 
Shoora 



Wyznanie: inne protestanckie
Pomogła: 7 razy
Wiek: 60
Dołączyła: 30 Maj 2005
Posty: 1927
Skąd: Kalisz
Wysłany: 24-04-2014, 10:14   

Dzisiaj zmarł Tadeusz Rózewicz.

http://wyborcza.pl/1,7547...artek_rano.html
_________________
Shoora
__________________________
nie wstydzę się Ewangelii Chrystusowej <><
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group