FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Legendy
Autor Wiadomość
As 



Wyznanie: Katolik
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 2936
Skąd: Warszawa
Wysłany: 30-10-2008, 17:09   Legendy

Lublin
Legenda o relikwiarzu i złodzieju

W kościele dominikanów na Starym Mieście w Lublinie znajdował się niegdyś słynący z cudów relikwiarz z cząstką Krzyża Świętego.

Stał on w kaplicy tłumnie odwiedzanej przez wiernych. Pewnego dnia wśród grupki modlących się osób pojawił się pewien kupiec o imieniu Henryk. Przyjechał on do Lublina aż z Gdańska. Wyprawił się w podróż, licząc na intratne zakupy i kontakty handlowe. Wieczorem, gdy zapytał w zajeździe, co warto w Lublinie zobaczyć, dowiedział się, że koniecznie musi odwiedzić świątynię i słynący cudami relikwiarz.

Gdy znalazł się w świątyni, nagle wpadł na pomysł, żeby wywieźć relikwie do Gdańska. Rozejrzał się więc ukradkiem, jakie zamki są w drzwiach świątyni i ile osób wieczorami tu się modli.

Wkrótce kupiec zakończył interesy w Lublinie, doczekał zmroku i jako ostatni wszedł do kościoła. Podbiegł do relikwiarza, przeżegnał się i wyniósł owinięty w sukno bezcenny przedmiot. Wskoczył na zaprzężony wcześniej wóz i ruszył do Gdańska. Uradowany brakiem pogoni zwolnił nieco, gdy Brama Krakowska zniknęła mu z oczu. Przejeżdżał właśnie koło miejskiej szubienicy, gdy nagle konie się zatrzymały. Kupiec pociągnął za lejce, ale konie ani drgnęły, a gniady nawet odwrócił łeb i popatrzył na niego. Gdańszczanin przeżegnał się i zawrócił wóz. Konie ruszyły i dowiozły złodzieja wprost pod drzwi kościoła dominikanów.

Skruszony kupiec żarliwie modlił się i jako dowód swego opamiętania ufundował drewniany kościółek. Świątynię pod wezwaniem Świętego Krzyża zbudowano w miejscu, gdzie zawrócił swój wóz.

Dziś jest to murowany kościół akademicki przy Katolickim Uniwersytecie Lubelskim .
_________________

 
     
zosia 



Wyznanie: Katolik
Pomogła: 74 razy
Wiek: 67
Dołączyła: 31 Maj 2005
Posty: 12035
Skąd: Lublin
Wysłany: 30-10-2008, 20:28   

Tak, ale obecny złodziej tej bezcennej relikwii przepadł bez wieści.... :(
czytaj więcej
 
 
     
katjusza 



Wyznanie: Katolik
Pomogła: 2 razy
Wiek: 33
Dołączyła: 20 Kwi 2006
Posty: 1297
Skąd: sosnowiec
Wysłany: 31-10-2008, 12:34   

Dzięki Asie za tą ciekawą opowieść :)
Jest prawdziwa?

edit: już przeczytałam artykuł od Zosi :)
_________________
"Narzekałem, że nie mam butów, dopóki nie spotkałem człowieka, który nie miał stóp. "
— James Matthew Barrie
 
 
     
As 



Wyznanie: Katolik
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 2936
Skąd: Warszawa
Wysłany: 31-10-2008, 13:20   

katjusza napisał/a:
Dzięki Asie za tą ciekawą opowieść
Jest prawdziwa?

edit: już przeczytałam artykuł od Zosi

Może i ja uzupełnię.

Wszystko zaczęło się w 1253 r., kiedy w Lublinie zjawili się polscy dominikanie, by wraz ze św. Jackiem założyć tu pierwszy kościół i klasztor. Wędrując z Krakowa na Litwę i Ruś, musieli wędrować przez Lublin, gdzie istniał już gród, zamek i siedziba archidiakona. Ponoć zatrzymali się w kościele św. Mikołaja na Czwartkowym Wzgórzu. Przed ich oczami rozciągało się zamkowe wzgórze, zwodzony most i gród, obwiedziony murami. Czy wtedy ich uwagę zwrócił plac szeroki i wielki nad stromą skarpą zawieszony? Czy przypuszczali, że sto, a może dwieście lat później biskup Andrzej zwiezie do Lublina relikwie krzyża, na którym umierał Chrystus? A klasztor, stojący w tym miejscu, stanie się miejscem pielgrzymek i znakiem spotkania nieba z ziemią. Święte gwoździe! Najstarsze przekazy o odnalezieniu krzyża, na którym umarł Chrystus – wspominają przybycie cesarzowej Heleny do Jerozolimy, odszukanie trzech krzyży oraz cudowną historię uzdrowienia umierającej kobiety. Miało stać się to, w 326 r. Cesarzowa miała zidentyfikować krzyż Chrystusa po tabliczce, odnalazła również Święte Gwoździe, przytrzymujące jego ciało. W miejscu znaleziska nakazała wznieść świątynię. Krzyż został podzielony na części, stając się dla chrześcijan na całym świecie najbardziej przejmującą pamiątką po Chrystusie. Cząstki krzyża trafiły do Polski w I połowie XII w. Najwcześniej do średniowiecznych opactw i klasztorów. Szczególną wagę zyskał kult cząstki, przechowywanej w opactwie benedyktynów na Łysej Górze.
Kiedy do lubelskiego klasztoru trafiły relikwie, będące jednym z dwóch największych ocalałych fragmentów krzyża – za jego sprawą w Lublinie zaczęły się zdarzać cuda... Cudowną historię sprowadzenia relikwii wymalowano na obrazach, tkwiących za głównym ołtarzem. Oto Andrzej, biskup kijowski, zwiózł je do Lublina, by dalej umieścić w Krakowie. Skrył je potajemnie w powozie, ale konie ruszyć nie chciały. Skoro biskup wysiadł z powozu i relikwie wyniósł, konie ruszyły. Kiedy i za drugim razem zdarzyło się to samo – biskup uznał w tym zdarzeniu wolę Bożą i drzewo krzyża w Lublinie pozostawił. Biskup Andrzej później na prośbę plebana z kościoła farnego o cząstkę świętej relikwii, bierze dłuto i uderza w drzewo krzyża, by je rozdzielić. Drzewo pęka, ale dłuto ześlizguje się i przebija na wylot dłoń biskupa. biskup przerażony pada na kolana i w pokornej modlitwie przeprasza Boga za swój czyn. I staje się cud. Doznaje natychmiastowego uzdrowienia skaleczonej dłoni...
Biskup Andrzej otaczał opieką święte relikwie. Pilnował je do samego końca. Był ich strażnikiem do 1991 r., kiedy zuchwale je skradziono. Czy bezpowrotnie?
Tamtego ranka, kiedy jeden z zakonnych braci zobaczył sforsowaną kratę do kaplicy, a potem z bólu zadrżało mu serce, gdy na ołtarzu nie było relikwiarza, co przez wieki chronił Lublin – w klasztorze zapanowała żałoba. – Wspomnienie tego dnia to rozdrapywanie ran. Zdarzało mi się przez kilkanaście godzin trzymać relikwiarz, by mogły go dotknąć tysiące rozmodlonych ludzi. A tu, Boże daj z tym wytrzymać, taki cios. Gdzie dziś są relikwie, nie wie nikt. Czy wywieziono je za wschodnią granicę. Czy, ukryte w Lublinie, czekają na sposobność wywiezienia? Śledztwo w tej sprawie zostało umorzone. Czy po drzewie krzyża nie został żaden ślad?
Tajemnica ojca Ruszla
Ojciec Paweł Ruszel był w 1611 r. świadkiem cudownego wydarzenia w lubelskim kościele dominikanów. Oto na obrazie Matki Bożej, zawieszonym w ołtarzu przy filarze – wystąpiły krople oliwy, łudząco podobne do łez. Od tego czasu stał się promotorem Krzyża św. i poświęcił mu dwa dzieła: “Fawor niebieski”, wydany w 1649 r. i “Skarb nigdy nieprzebrany” (1655). Do “Faworu niebieskiego”, wytłoczonego w lubelskiej drukarni Jana Wieczorkiewicza ojciec Ruszel dołączył osobną, rozkładaną planszę z odciśniętym wizerunkiem drzewa Krzyża. Żeby to zrobić, wielebny ojciec musiał zyskać pozwolenia najwyższych władz, by Święte Drzewo z relikwiarza wyjąć. A wyjąć mógł go tylko biskup. Tak też się stało. Największy skarb chrześcijańskiej Europy z relikwiarza powędrował na stół, przy którym zasiadł średniowieczny artysta, by przygotować replikę, potrzebą do wydrukowania wizerunku. Miał do wyboru dwie drogi. Albo przez kilkanaście tygodni mozolnie rzeźbić w kawałku drewna kopię relikwii, albo na samą relikwię nałożyć trochę drukarskiej farby i odcisnąć ją na papierze, a potem z tak przygotowanego “całunu” rzeźbić formę do drzeworytu.
W Muzeum Lubelskim znajduje się naturalnej wielkości brązowe odbicie Relikwii - jedyny, zachowany w Polsce wizerunek bezcennych relikwii, odbite ze Świętego Oryginału.
W drzeworycie najbardziej zagadkowe są odbicia, przypominające ślady gwoździ. Czyżby tych, na których wisiało cierpiące ciało Chrystusa? Drzewo pokryte jest układem różnorodnych linii, tajemniczych odbić, z których jedno kształtem przypomina liść. Najbardziej zagadkowe wydają się odbicia w kształcie zbliżonym do koła, przypominające płaczące oko. Czy to ślad po gwoździach, nie wiadomo. W “Faworze niebieskim” można przeczytać, że ciało Jezusa utrzymywało się na gwoździach, wbitych w krzyż. O. Ruszel szczególnie wspomina miejsce drzewa długiego, “do którego były nogi Pańskie przybite” (Fawor niebieski, część I, str. 21). Skoro lubelskie relikwie należały do dwóch największych części autentycznego drzewa krzyża, na którym wisiał i umarł Jezus, to jest prawdopodobne, że do ich wykonania użyto najświętszych partii krzyża – tych najbardziej nasiąkniętych cierpieniem i krwią. Wówczas w lubelskiej relikwii zaklęta jest pamięć o cierpieniu Jezusa i Jego ofierze.


Dzielnica Czwartek jest najstarszą częścią Lublina. Poznałem tą dzielnicę, bo dawno temu było tam Liceum Pedagogicze, które ukończył mój brat. Ja miałem zamiar tam się też uczyć, ale szkołę przeniesiono do m. Piaski k/Lublina i z konieczności wybrałem szkołę zawodową w Lubartowie.
_________________

 
     
zosia 



Wyznanie: Katolik
Pomogła: 74 razy
Wiek: 67
Dołączyła: 31 Maj 2005
Posty: 12035
Skąd: Lublin
Wysłany: 31-10-2008, 14:29   

Dzielnica Czwartek nie ma nic wspólnego z kościołem oo. Dominikanów - jest on na Starym Mieście obok Katedry, a muzeum znajduje się na Zamku w znacznym oddaleniu od góry czwartkowej, niejako za dawną fosą wokół Zamku. :D Fosa biegła przez Plac Zamkowy, przy targu - zwanym "Halą" obecnymi Alejami Tysiąclecia i Unii Lubelskiej aż do Bystrzycy.
Mieszkałam na Czwartku na przełomie 1957/58 i uczęszczałam do SP nr 19 przez pół roku. A wujek, u którego mieszkaliśmy, był pracownikiem tego Liceum Pedagogicznego. :D . Później przeprowadziliśmy się na Leśną (boczna Kunickiego, równoległa do Pawiej) i skończyłam I klasę w SP nr 15 na Pawiej, w której rozpoczęłam rok szkolny w 1957 r., a później przeniesiono mnie do SP nr 1 na Kunickiego aż do ukończenia swej siedmioletniej edukacji, mimo przeprowadzenia się na Tatary w grudniu 1963 r. Do domu wracałam bardzo późno, gdyż udzielałam jeszcze korepetycji koleżance z klasy (oczywiście za dziękuję - po koleżeńsku, ale dawano mi obiad, a w tych czasach to było bardzo dużo :D ) i chodziłam na odpłatne kursy angielskiego w DKK na Kunickiego. Ela już po trzech miesiącach mojego musztrowania i dręczenia nauką straciła 3 dwóje ze swego siedmiodwójowego dorobku, a na koniec wyszła ze świadectwem ukończenia szkoły. I tak później musiałam dojeżdżać do TCh nr 1 na Alejach Racławickich, gdzie też dniowałam i nocowałam, bo byłam w szkolnym DKF (Dyskusyjny Klub Filmowy) i szkolnym kółku dekoratorskim pod okiem samej p. Bagińskiej, matki późniejszego rzeźbiarza Dobrosława Bagińskiego, który jest wraz z żoną autorem wystroju Świątyni Przymierza, o której tyle pisałam na forum, a której parafianką byłam 16 lat. Sławek jest ode mnie parę lat młodszy, ale byliśmy na obozie szkolnym wraz z Bagińskimi nad jez. Białym w Okunince za dekorowanie szkoły. Później został adiunktem - teraz profesorem na Wydziale Artystycznym UMCS. Po latach spotkaliśmy się w Senacie Akademickim, gdy został senatorem z ramienia swego Wydziału. No i został Dyrektorem Rozgłośni Radia Lublin. :marzyciel: wspomnienia, wspomnienia...
 
 
     
As 



Wyznanie: Katolik
Pomógł: 16 razy
Dołączył: 23 Mar 2006
Posty: 2936
Skąd: Warszawa
Wysłany: 17-07-2017, 14:41   

Legenda o Matce Bożej Ludźmierskiej

W tutejszym kościele odbiera cześć słynąca łaskami Figura Matki Bożej z Dzieciątkiem, nazywana przez znawców sztuki Piękną Madonną, a przez wiernych Ludźmierską Panienką, Gaździną i Królową Podhala.

Pierwsza legenda mówi o kupcach jadących na Węgry, którym ukazała się postać Matki Bożej. Na miejscu ukazania wzniesiono kościół i umieszczono statuę Matki Boskiej.

Druga legenda głosi, że pewien kupiec handlujący winem węgierskim, z wdzięczności za uratowanie życia przez Maryję, sprawił Jej figurę. Jadąc bowiem starym szlakiem handlowym prowadzącym z Węgier przez Dolinę kult MBLNowotarską do Polski wozem wyładowanym towarem, zabłądził i ugrzązł na torfowiskach w pobliżu Ludźmierza.

W obliczu grożącego niebezpieczeństwa zaczął gorąco modlić się do Matki Bożej obiecując, że za wybawienie z nieszczęścia ufunduje Jej piękną figurę. Nagle przed wozem nad torfowiskiem zajaśniał złocisty obłok, a w nim ukazała się piękna postać Niewiasty z Dzieciątkiem na ręku. Ruchem ręki wskazywała aby szedł za Nią. Jadąc za jaśniejącą Postacią szybko wydostał się na twardy trakt szlaku. Zrozumiał, że piękna Pani, która go wyprowadziła i zatrzymała nad brzegiem Dunajca w pobliżu kościoła w Ludźmierzu, to Matka Najświętsza. Podbiegł do Niej aby uściskać Jej stopy i podziękować za ocalenie, ale kiedy padł na kolana, Postać zniknęła, a w miejscu w którym stała, wypłynęło źródło czystej wody.

Wdzięczny kupiec przysięgi dotrzymał i w niedługim czasie piękną figurę Matki Bożej w takiej postaci, jaką widział nad torfowiskiem przywiózł do Ludźmierza. Ofiara kupca musiała być miłą NMP, bo odtąd hojnie zaczęła obdarzać tych, którzy o wstawiennictwo u Boga Ją prosili. Szybko rozeszła się wieść o cudownej Matce Bożej Ludźmierskiej.


Tyle mówią legendy. Natomiast od XVIII wieku akta wizytacji biskupich stwierdzają wyraźnie, że liczni pielgrzymi przybywają do Ludźmierza nie tylko z Podhala, Spisza i Orawy, lecz także z rejonu Mszany Dolnej i Słowacji. Wydaje się, że kult Królowej Podhala musiał istnieć od średniowiecza.

15 sierpnia 1963 r. podczas koronacji Matki Bożej Ludźmierskiej, bp krakowski Karol Wojtyła złapał wypadające z Jej ręki berło. 16 października 1978 r. konklawe kardynałów wybrało Karola Wojtyłę na kolejnego następcę św. Piotra – Jan Pawła II.

Papież Polak spotkał się z Gaździną Podhala dwukrotnie: 8 czerwca 1979 r. na lotnisku w Nowym Targu i 7czerwca 1997 r. w Ludźmierzu, dokąd przybył, by w I sobotę miesiąca, wraz z całym światem odmówić modlitwę różańcową.Na pamiątkę tej wizyty i pielgrzymki po Podhalu, rok rocznie w pierwszą sobotę czerwca wyrusza piesza pielgrzymka SURSUM CORDA z Krzeptówek do Ludźmierza, tzw. szlakiem papieskim. 18 maja 2001 r., kiedy dekretem Ojca Świętego świątynia ludźmierska została podniesiona do godności bazyliki mniejszej.

_________________

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group