Wyznanie: poszukujący Pomógł: 5 razy Wiek: 21 Dołączył: 30 Maj 2008 Posty: 875 Skąd: Nimnaros
Wysłany: 2010-03-08, 20:54
Jest w tym filmie pewne wydarzenie, które mi o czymś przypomina.
Co sądzisz o praktyce tej starej Tybetanki? Czy ma szanse uzdrowić tak nie tylko siebie, ale również świat? Jak w ogóle oceniasz ideę pustelnictwa?
Mnie to póki co kręci, czuję, że mogłoby mnie to bardzo odmienić. Chciałbym przeżyć samotnię, ale raczej w ramach doświadczenia, powiedzmy parę tygodni, może nawet tydzień - ale na pewno nie całe życie. Ludzie są dla mnie wciąż zbyt cenni, by zamykać się na świat.
Chociaż społeczności klasztorne to bardzo fajne ekipy, podobno.
_________________ "Czym jest Bóg? To długość, szerokość, wysokość i głębia"
Św Bernard z Clairvaux
Wyznanie: inne protestanckie Pomógł: 2 razy Wiek: 16 Dołączył: 25 Maj 2009 Posty: 843 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-03-08, 21:41
Ja stwierdziłem kiedyś że życie w samotni byłoby dla mnie idealne. Ale cóż Pan mnie nauczył, że muszę świecić pośród mroku, bo gdy ktoś zapala płomień pozwala aby świecił on wszystkim domownikom
_________________ Faktem jest, że jesteśmy wypełnieni Chrystusem.
Potrzebujemy jednak wiary, która to dla nas urzeczywistni, tak jak jak oczy urzeczywistniają nam kolory.
Sorry że z takim poślizgiem odpowiadam ale jakoś tak wyszło.
Co do pustelnictwa i samotnej medytacji to sam nie wiem co o tym myśleć. Bo co niby można osiągnąć siedząc gdzieś i w zasadzie nic nie robiąc prócz modlitwy czy medytacji. Jest w tym coś pociągającego i tajemniczego. Ten Rinpocze z filmu w końcu osiągnął oświecenie przebywając w samotności. Czy to jest zatem warunek konieczny?
Samotność na pewno sprzyja samoobserwacji. Ale czy można liczyć na jakieś olśnienie czy przemianę zewnętrzną? Nie znam odpowiedzi na takie pytanie ale skoro inni to robia to coś w tym musi być.
A zakonników nigdy nie zrozumiem. Myślę że zakony to relikt przeszłości, taka średniowieczna pozostałość. W samym buddyzmie też było tak że do zakonu wstępowali chłopcy nie dlatego żeby medytować tylko dlatego że było darmowe jedzenie, spanie i ubrania.
Wyznanie: Katolik Pomógł: 6 razy Dołączył: 23 Mar 2006 Posty: 2113 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-03-10, 13:14
christ-cross napisał/a:
... zakonników nigdy nie zrozumiem. Myślę że zakony to relikt przeszłości, taka średniowieczna pozostałość. ...
Zakony stanowiły w Polsce ośrodki życia duchowego, naukowego i kulturalnego, i z nich Kościół czerpie ciągle nowe siły.
Kościoły zakonne są miejscem, gdzie Msza św. wzorowo celebrowana przyciąga wiernych, gdzie można przyjść w każdej chwili dnia na adorację Najświętszego Sakramentu, gdzie można się wyspowiadać nie czekając godzinami na spowiednika; a wyspowiadać się u wykwalifikowanych i dobrze przygotowanych spowiedników, a nie u przypadkowych księży. Problem dobrej spowiedzi i kierownictwa duchowego jest dziś problemem ogromnej wagi. Kościoły zakonne są miejscami, gdzie człowiek skołatany hałasem, pośpiechem może wpaść na chwilę; jeśli będą otwarte, odwiedzać je będą nawet niewierzący szukający ciszy i zatrzymania się w życiu - może później znajdą Boga.
Domy zakonne to miejsca, gdzie można posłuchać dobrych kazań, konferencji tematycznych, gdzie można odbyć rekolekcje wedle ducha właściwego dla danego zakonu. Liczba takich domów zakonnych i takich rekolekcji Polsce rośnie nieustanie. I to jest bardzo piękne.
Zakony są bastionami ortodoksji. Na problem ortodoksji nie zwraca się Polsce większej wagi, a przecież coraz bardziej nasilają się tendencje odbiegające od nauki katolickiej: problem antykoncepcji, kapłaństwa, kapłaństwa kobiet, rzeczy ostateczny, itd., których skutki wyraźnie już widać w duszpasterstwie.
Jeśli chodzi o szkoły katolickie to liczba ich się powiększa i cieszą się powszechnym szacunkiem, jako że poza nauką dają wychowanie - jest tu wielka zasługa polskich zakonów.
Zakony stanowiły zawsze centra kultury chrześcijańskiej. Tak było z wspaniałymi bibliotekami zakonnymi, ze wspaniałymi zbiorami książek i rękopisów; i dziś, istnieją w Polsce dobre biblioteki zakonne stanowiące ważne centra kulturalne.
Zakony stanowią centra życia muzycznego. Kultywowany śpiew gregoriański i polifoniczny oraz partytury znajdowane w klasztorach, np. w Starym Sączy świadczą o poziomie muzykowania. Szkoły muzyczne przy wielkich opactwach stanowią najważniejsze centra śpiewu religijnego. W Polsce wielkie zasługi mają Misjonarze oraz obecnie działający ośrodek dominikański w Krakowie.
Ogromne zasługi zakonów są w rozwoju sztuk plastycznych, np. w dziedzinie architektury czy wystroju. Wspaniałe budynki opactw średniowiecznych, niemniej piękne zespoły barokowe klasztorów i kolegiów, promocja malarstwa dla ich wypełnienia - oto wspaniałe dziedzictwo dawnych wieków. Wiek XIX arcydzieł nie stworzył.
Trzeba też podkreślić rolę zakonów Polskich w rozwoju teatru. Historycy literatury polskiej wydają stopniowo znakomite sztuki polskie i łacińskie pisane dla teatru szkól jezuickich i pijarskich. Jest to jednak temat raczej historyczny.
Architektura, malarstwo, muzyka stanowiły niegdyś media przekazujące wiarę. Dziś są inne media - czasopisma, radio, telewizja, internet. Czy to nie jest idealne pole pracy dla zakonów? Zorganizowany przez OO. Franciszkanów festiwal Filmowy w Niepokalanowie gromadzący filmowców polskich a jeszcze bardziej działalność zorganizowanego przez OO. Redemptorystów Radia Maryja i związanych z nią instytucji, które nie tylko przekazują naukę katolicką, ale też jednoczą ludzi i kształcą dziennikarzy, pokazuje, jak bardzo twórcza może być rola zakonu. Pole jest otwarte: wydaje mi się, że zakony, dysponujące w swoich domach nieraz zespoły świetnie wykształconych ludzi powinny przejąć duszpasterstwo internetu.
Sprawa kultury to nie jakieś pięknoduchostwo - to sprawa życiowa - czy dogadamy się ze współczesnym światem, z którym ona nas sprzęga. To dalej możność rozwoju wiary i wyrwanie się z serwowanego nam dziś powszechnie banału. To uczłowieczenie człowieka, który skutecznie się odczłowiecza.
Czy więc obecnie zakony są nadal potrzebne? Podyskutujmy, ale po wnikliwej analizie tego problemu.
Myślę że w dzisiejszych czasach trzeba wybierać. Czy chcę się żyć według zasad mainstreamu czyli odnajdywać się w świecie takim jaki on jest i godzić się z jego wymaganiami albo od niego uciekać. Ten bohater filmu o buddyzmie miał bardzo sprzyjające warunki. Żył w kraju zacofanym cywilizacyjnie, mógł sobie pozwolić na taki styl życia. My, ludzie żyjący w Europie musimy się odnajdywać w swojej rzeczywistości i zabawa w pustelnictwo pozostanie tylko zabawą a nie sposobem na życie. Czy w ogóle opłaca się szukać prawdy o sobie i życiu skoro i tak na codzień trzeba poświęcać czas tak prozaicznym rzeczom jak jedzenie,spanie, praca, nauka, zarabianie. Co z tego że osiągnąłbym oświecenie skoro i tak dalej będę musiał jeść, chodzić do pracy,zarabiać i wydawać kasę. Na czym polegałaby taka wewnętrzna przemiana skoro świat nadal pozostałby taki sam ? Czy moje życie na prawdę uległoby zmianie czy byłoby to tylko złudzenie a może z czasem wszystko wróciłoby do normy i było po staremu. Człowiek jest w stanie do wszystkiego się przyzwyczaić.
ja do zakonów prywatnie nic nie mam. Pisząc o nich bardziej miałem na myśli raczej styl życia zakonnika, jego codzienność, rutynę, alienację, pustelnictwo. Te wszystkie elementy jego życia które są dla mnie czymś nie do ogarnięcia. Z dala od rodziny, znajomych, praktycznie bez zabawy bo niby jak bawią się zakonnicy? Brak wolności osobistej, czyli robienia co się chcę, bo są reguły zakonne, bo jest ksiądz przeor i jest mnóstwo zakazów i nakazów, brak własności prywatnej, zamknięcie się na świat w pewnym zakresie.
To właśnie tego nie rozumiem, co skłania ludzi do porzucania swego dotychczasowego życia i chowania się w zakonie? Czy tam jest więcej Boga? Czy zakonnikom częściej odpowiada, czy ich bardziej kocha?
Nie neguję oczywiście osiągnięć i dorobku kulturowego wszelakich zakonów w historii świata. Na pewno dużo dały światu ale jak już mówiłem bardziej mi chodzi i życie zakonne.
Wyznanie: Katolik Pomógł: 7 razy Dołączył: 29 Gru 2008 Posty: 1210 Skąd: Mazowsze
Wysłany: 2010-03-10, 13:45
christ-cross napisał/a:
Bo co niby można osiągnąć siedząc gdzieś i w zasadzie nic nie robiąc prócz modlitwy czy medytacji. Jest w tym coś pociągającego i tajemniczego.
Myślę, że chodzi tu o znalezienie siebie, oderwanie się od tego wszystkiego, co nas rozprasza, problemów, trosk itd. Sam zamierzam pojechać na rekolekcje ignacjańskie, ewentualnie zalokować się na kilka dni w zakonie.
_________________ "postępowanie ludzi jest zawsze odbiciem tego, kim oni są" Chris Thurman "Kłamstwa, w które wierzymy"
Wyznanie: Katolik Pomógł: 6 razy Dołączył: 23 Mar 2006 Posty: 2113 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-03-10, 13:53
christ-cross napisał/a:
...ja do zakonów prywatnie nic nie mam. Pisząc o nich bardziej miałem na myśli raczej styl życia zakonnika, jego codzienność, rutynę, alienację, pustelnictwo. Te wszystkie elementy jego życia które są dla mnie czymś nie do ogarnięcia. ...
Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem...
Życie konsekrowane to powołanie przez samego Boga do służby. Ten kto chce być zakonnikiem musi spełnić wiele warunków, by uzyskać święcenia. Tak się składa, że poznałem życie w klasztorze, spędzając kilka dni z zakonnikami w Zakroczymiu. Ponadto w rodzinie kilka osób zamierzało poświęcić się życiu zakonnemu, ale nie wytrzymali próby. Dlatego osoby w sutannach darzę ogromnym szacunkiem, bo wiem ile kosztują takie wyrzeczenia. Szkoda, że tak wielu patrzy z pogardą lub co najmniej z ironicznym uśmiechem na tych, co swoje życie poświęcili Bogu.
Ale tak już chyba musi być, że głoszący Słowo Boże nie znajduje zrozumienia u ludzi i musi nieść samotnie swój krzyż na Golgotę jak Jezus Chrystus.
Wyznanie: Katolik Pomogła: 27 razy Wiek: 60 Dołączyła: 31 Maj 2005 Posty: 8512 Skąd: Lublin
Wysłany: 2010-03-10, 14:43
A ja myślę, że christa-crossa ten problem raczej nie występuje. Nie ma powołania do medytacji, rozważań, odsuwa się więc od tego i to dobrze, że nie próbuje niczego robić wbrew sobie. Być może jego misja życiowa jest zupełnie inna.
Widzę problem christa w czymś zupełnie innym - w lenistwie duchowym i wygodnictwie.
Jak sam wskazał swoją drogę do ateizmu, odrzucenie rodzimej religii wystąpiło w momencie, kiedy ta religia zaczęła stawiać jakieś wymagania, a nie dlatego, że przestał wierzyć w Boga.
Zainteresował go buddyzm, jako ciekawostka, coś zupełnie innego, egzotycznego i było to zainteresowanie powierzchowne, bo gdy tylko zobaczył wymagania tej religii, czy raczej filozofii życia - natychmiast zniechęcił się do tego.
On już jest na pustyni, którą nazwał ateizmem. Na pustyni wewnętrznej, a w tej sytuacji dołożenie rzeczywistej pustelni, to właściwie zatracenie całkowite siebie.
Brak sensu swej egzystencji prowadzi w przepaść. On jest w szczególnie niebezpiecznej sytuacji. Jeśli nie dojrzeje na tyle duchowo, aby zacząć wymagać czegoś od siebie - będzie ciałem bezwolnie toczącym się przez życie i poddającym się tylko instynktom.
Każdy człowiek otrzymuje swoją pustynię, jak Jezus przed rozpoczęciem Swej misyjnej działalności, ale Jezus spędził ją na poście i modlitwie, po czym nastąpiło kuszenie, któremu był już w stanie dać odpór, bo był na tyle umocniony duchowo, aby pokonać szatana.
Otóż christ, nie trzeba być na Saharze, aby być na pustyni. Nie trzeba zaniedbywać swych obowiązków ty już jesteś na pustyni wewnętrznej. Zacznij szkolić swoją osobowość i stawiać sobie jakieś wymagania - takie ćwiczenia duchowe dadzą ci świadomość, że nie jesteś bezwolną bryłą ciała, ale masz wolę, która rozporządza twoim ciałem. Na początek stawiaj sobie łatwe cele - osiągnięcie ich daje satysfakcję i zachętę do dalszych wysiłków.
Wyznanie: poszukujący Pomógł: 5 razy Wiek: 21 Dołączył: 30 Maj 2008 Posty: 875 Skąd: Nimnaros
Wysłany: 2010-03-10, 15:28
Mądre słowa.
Cytat:
Każdy człowiek otrzymuje swoją pustynię, jak Jezus przed rozpoczęciem Swej misyjnej działalności, ale Jezus spędził ją na poście i modlitwie, po czym nastąpiło kuszenie, któremu był już w stanie dać odpór, bo był na tyle umocniony duchowo, aby pokonać szatana.
Czy wszechmocny Bóg na pewno potrzebował tego postu, aby się jeszcze bardziej umocnić? Czy Bóg musiał się przygotować do walki z szatanem, bo bez tego by przegrał?
Christ-cross, masz ogółem rację mówiąc to, co mówisz, bo oświecenie wcale nie musi zmieniać życia od strony zewnętrznej. Była taka opowieść o wielkim mistrzu zen, który zanim doznał oświecenia, codziennie chodził do studni po wodę i rąbał drewno. A po oświeceniu? Dalej chodził do studni po wodę i rąbał drewno na opał. Bo tu nie chodzi, aby unosić się nad ziemię i krzyczeć: ludzie, jestem bogiem, zakładam nową religię - tu chodzi o to, by uspokoić umysł. By z pośpiechu zrobić spokój, by z chaosu zrobić ład, by z przeklinania budzika zrobić uroczy poranek, by z korku ulicznego zrobić medytację, ćwiczenie ducha.
By z "robię, bo muszę" zrobić "robię, bo chcę".
By odnaleźć w tym całym życiu siebie. Kim jesteś? Po co jesz, po co chodzisz do pracy, po co wstajesz rano?
Cytat:
ja do zakonów prywatnie nic nie mam. Pisząc o nich bardziej miałem na myśli raczej styl życia zakonnika, jego codzienność, rutynę, alienację, pustelnictwo. Te wszystkie elementy jego życia które są dla mnie czymś nie do ogarnięcia. Z dala od rodziny, znajomych, praktycznie bez zabawy bo niby jak bawią się zakonnicy? Brak wolności osobistej, czyli robienia co się chcę, bo są reguły zakonne, bo jest ksiądz przeor i jest mnóstwo zakazów i nakazów, brak własności prywatnej, zamknięcie się na świat w pewnym zakresie.
To właśnie tego nie rozumiem, co skłania ludzi do porzucania swego dotychczasowego życia i chowania się w zakonie? Czy tam jest więcej Boga? Czy zakonnikom częściej odpowiada, czy ich bardziej kocha?
Twoje myślenie ogranicza się tutaj do jednego: zaspokajania potrzeb. Potrzeby bliskości z rodziną, potrzeby rozrywki, potrzeby wolności, potrzeby otrzymania jakichś darów od Boga. Tymczasem (buddyzm naucza) to właśnie potrzeby i pragnienia są źródłem naszego cierpienia. Nie jest istotą je zaspokajać, bo wtedy nie znikną, lecz będą chciały coraz więcej i więcej Twojej uwagi. Istotą (nauk buddyzmu też) jest się od nich UNIEZALEŻNIĆ i po to ludzie idą do klasztoru, po to medytują, po to siedzą w samotni - aby ujrzeć iluzoryczność całego swojego świata, stworzonego wokół swojego ego.
Wiadomo, nie uniezależnisz się od jedzenia (chociaż są ludzie, którzy rzekomo nie jedzą, głównie utrzymujący się z samej tylko Komunii niektórzy święci i asceci), ale kiedy zrozumiesz istotę tego, co nazywamy pragnieniem czy głodem, staniesz się innym człowiekiem. Już nie bestią, która rzuca się na prawo i lewo starając się bez wglądu w cokolwiek zaspokajać swój wiecznie nienasycony głód - tak jak to robią ci konsumpcjoniści "od pierwszego do pierwszego" - ale staniesz się nowym człowiekiem, spokojnym, opanowanym, zdolnym osobiście odczuć potrzebę i podjąć decyzję o jej zaspokojeniu. Każda chwila będzie dla Ciebie błogością teraźniejszej obecności, bez trosk o przyszłość, bez zamartwiania się przeszłością.
Czy pomyślałeś kiedyś o głodzie jak o fantastycznym doświadczeniu? Kiedy możesz usiąść, wsłuchać się w siebie i podumać nad istotą funkcjonowania swojego organizmu? Zapewne od razu, maksymalnie automatycznie zacząłeś myśleć, skąd skombinować coś do żarcia, aby tą potrzebę uciszyć. Tymczasem to właśnie w potrzebach przejawia się lwia część naszego doświadczania i warto to docenić. Życie bez potrzeb nie byłoby wcale idealne, tylko co najwyżej puste. Trudna to nauka i trzeba uważać, by nie wpaść w myślenie: "potrzeby są złe", albo: "to co, nie mam ich spełniać?"
Bla bla bla. Dobra, nudzę już, więc kończę.
_________________ "Czym jest Bóg? To długość, szerokość, wysokość i głębia"
Św Bernard z Clairvaux
Się porobiło. Dziękuję za wasze odpowiedzi. Są dość obszerne więc skupię się tylko na niektórych fragmentach.
Trudno mi się zgodzić z tym co napisała o mnie zosia. Nie dlatego żeby pokazać że się myli co do mnie i stawia złe diagnozy ale czytając zosiu Twoją analizę o moich problemach aż trudno mi uwierzyć że tak odczytałaś to co o sobie pisałem.
Dlaczego na przykład uważasz że porzuciłem chrześcijaństwo ponieważ stawiało jakieś wymagania? Skąd wnioski o lenistwie? To nieporozumienie bo tak nie było.
Żeby to zobrazować pozwolę sobie użyć przykładu partii politycznej. Czysta abstrakcja ale myślę że da się zorumieć.
Załóżmy że moją wiarę w Boga porównamy do przynależności do jakiejś partii politycznej. Byłem jej członkiem, wyznawałem jej poglądy i chodziłem na zebrania. Załóżmy że wymagania stawiane przez partię to płacenie składek i branie udziału w posiedzeniach i głosowaniach, czyli ogólnie udzielanie się w tej partii. Po jakimś czasie poznałem poglądy innej partii, zapoznałem się z nimi, ale nadal byłem członkiem starej partii. Płaciłem składki i chodziłem regularnie na zebrania. W końcu tak bardzo spodobała mi się opcja innej partii że porzuciłem starą, przestałem chodzić na zebrania i płacić składki. Wstąpiłem do tej drugiej partii. Dlaczego więc odszedłem od tej pierwszej? Bo składka była za droga, bo zebrania partyjne za długie i za częste? A może dlatego że przestałem się utożsamiać z ich poglądami i przyjąłem nowe? Gdzie tu wygodnictwo i lenistwo. Zaszła po prostu zmiana, inny punkt widzenia. Jak się porzuci pewien sposób myślenia to porzuca się również praktykę. Tak więc moim powodem porzucenia wiary nie było raczej lenistwo tylko zmiana sposobu myślenia. Ja poprostu odrzuciłem swoje stare poglądy.
A ja myślę, że christa-crossa ten problem raczej nie występuje. Nie ma powołania do medytacji, rozważań, odsuwa się więc od tego i to dobrze, że nie próbuje niczego robić wbrew sobie. Być może jego misja życiowa jest zupełnie inna.
Zaznaczam że ja nie wierzę w powołanie, w przeznaczenie, w los i w to że ludziom jest coś zapisane. Wobec tego nie dzielę ludzi na tych którzy mają do czegoś powołanie a inni go nie mają. Taki podział jest bezsensowny co łatwo dowieść. Najczęściej mówi się że ktoś jest to czegoś powołany jak już się tym zajmuje, a zwłaszcza jak jest w tym dobry, nigdy przed. Czy potrafiłabyś zosiu pójść do jakiejś klasy w podstawówce i wskazać palcem którzy chłopcy są powołani do bycia księżmi, a którzy zostaną lekarzami czy prawnikami albo malarzami? Oczywiście że nie, bo tego nikt nie potrafi. Skąd się bierze więc powołanie? Ze stwierdzenia post fact że ktoś kimś jest albo ktoś kimś został więc był do tego powołany. I w drugą stronę, że ktoś kimś nie został bo nie miał do tego powołania. Dlatego się zapytałem o te dzieci bo skoro wiesz że nie mam powołania do medytacji to może masz wiedzę na temat powołań innych ludzi? Medytacja jest jak woda do picia, każdy może spróbować i pić ile mu się podoba.
Cytat:
Zainteresował go buddyzm, jako ciekawostka, coś zupełnie innego, egzotycznego i było to zainteresowanie powierzchowne, bo gdy tylko zobaczył wymagania tej religii, czy raczej filozofii życia - natychmiast zniechęcił się do tego.
Nie zniechęciłem się tylko przeczytałem większość artykułów na temat buddyzmu i każde kolejne były już o tym samym. Naczytałem się książek i pomyślałem że starczy. A co do wymagań buddyzmu to masz rację, są one dla mnie trudne do przyjęcia chociażby dlatego że musiałbym się zapisać do wspólnoty buddyjskiej i znaleźć sobie nauczyciela a na to nie jestem gotowy. Samotna praktyka buddyjska zazwyczaj jest stratą czasu, a ja tym bardziej nie mam czasu jeździć na spotkania buddystów na drugim końcu miasta, z trzema albo czterema przesiadkami. Ot cała filozofia, dlaczego dałem sobie spokój z buddyzmem. Brak mi czasu.
Wyznanie: Katolik Pomogła: 27 razy Wiek: 60 Dołączyła: 31 Maj 2005 Posty: 8512 Skąd: Lublin
Wysłany: 2010-03-11, 12:02
No tak, nareszcie jasno postawiłeś sprawę i teraz jest grunt do diagnozy. Opieram się tylko na tym co do tej pory napisałeś, więc nie dziw się błędom w ocenie.
Otóż w twoim mniemaniu religia jest poglądem, filozofią życia, a nie wiarą i tu tkwi szkopuł.
Jasne, że gdy nie ma w człowieku autentycznej wiary, będzie bezustannie poszukiwał nowych sensów swego życia.
Jaki sens swego życia widzisz jako ateista?
Otóż w twoim mniemaniu religia jest poglądem, filozofią życia, a nie wiarą i tu tkwi szkopuł.
Jasne, że gdy nie ma w człowieku autentycznej wiary, będzie bezustannie poszukiwał nowych sensów swego życia.
Jaki sens swego życia widzisz jako ateista?
Dlaczego nie uważasz religii za filozofię życia? Przecież tym właśnie jest. Wprowadziłaś dziwne dla mnie rozróżnienie pomiędzy filozofią życia, wiarą i religią. To jest chyba trochę dzielenie włosa na czworo. Co do poglądów to zgoda, religia to coś więcej niż poglądy, jest pojęciem szerszym o wiele. Ale przecież religia jest właśnie filozofią życia.Podstawowym pytaniem filozoficznym jest "Po co...". Religia odpowiada na pytanie po co żyjemy na swój sposób dlatego należy przypisać jej cechy filozofii. Ale chyba domyślam się co miałaś na myśli. Tobie pewnie chodzi o wiarę czyli coś więcej niż zgadzanie się z filozofią i jej założeniami. Filozofie pochodzą od ludzi natomiast religie od Boga. Może to jest ta różnica. Wiara, według katolików będąca łaską czyli darem Boga jest w religiach konieczna. W filozofię raczej się nie wierzy tylko rozumie. Może więc nie byłem człowiekiem autentycznej wiary, może za mało było dla mnie pożywki dla rozumu. Religia nie opiera się na rozumie i być może dlatego była dla mnie czymś nie do przyjęcia. Ja bardzo lubię czytać książki napisane racjonalnie, poparte wiedzą, doświadczeniem. Takie przy których czytaniu rozum bierze udział w ich analizie. Tego nigdy nie doświadczyłem na przykład na kazaniach w kościele. One zawsze wydawały mi się nielogiczne i za bardzo oderwane od rzeczywistości.
Napisałem także w pewnym poście że nie rozumiem dlaczego katolicy potrafią prawie wszystko wytłumaczyć Jezusem i Bogiem. Jak nie wiesz jak coś wytłumaczyć to powiedz że Bóg albo Jezus. Mój rozum który szukał sensu w religii nie odnalazł go. Wciąż uważam że religia tłumaczy świat w sposób dla rozumu trudny do zrozumienia, ponieważ religie są oparte na przykład na zmartwychwstaniu, wniebowstąpieniu, aniołach, diabłach, trójcy świętej i tak dalej. Czy ludzie potrafią te rzeczy zrozumieć? Nie mogą bo nikt nawet nie udowodnił ich istnienia. Co więc trzeba robić w takim wypadku? Trzeba wierzyć na słowo. Ala ja tego umiałem i nie czuję się z tego powodu gorszy. Mam nadzieję że jeżeli Bóg istnieje i ześle mnie do piekła za moje życie to chociaż odpowie mi na wszystkie pytania i pokaże wszystko czego nie sposób zrouzmieć. Dopiero wtedy uwierzę.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum